Archiwa tagu: zabawki dziecięce

Czego nie kupię dla dziecka?

Ponieważ serwisy parentingowe roją się od porad na temat tego, co trzeba kupić by godnie powitać nowego członka rodziny postanowiłam że nie będę gorsza i opublikuję swoją własne listę zakupową. Proszę bardzo, o to rzeczy których na pewno NIE KUPIĘ w ciąży ani później! I do niekupienia których zachęcam serdecznie jeśli tylko czujecie, że zakupowa paranoja to coś co nie do końca łączy się z waszym świato- i dziecio- poglądem.

1. Łóżeczko- nie potrzebujemy go gdyż przez kilka pierwszych lat życia dziecko będzie spało z nami. Potem pewnie dołączy do starszego rodzeństwa, ale na pewno nie w niemowlęcym łóżeczku, bo będzie już na nie za duże.

2. Bujaczki, kołyski, foteliki- po prostu nie widzę sensu. Nawet nie chce mi się tego tłumaczyć.

3. Komplet butelek, sztuczne mleko ,,w razie czego”- nie będę tego potrzebować, bo dziecko będzie karmione piersią.

4. Laktator- nie będę odciągać mleka bo nie zamierzam się rozstawać z dzieckiem przez pierwsze 6 miesięcy jego życia.

5. Miliard ubranek- dostanę jakieś od koleżnki po jej synku, więc będzie ok, bo też nie zamierzamy znać płci dziecka przed porodem i zasypywać przestrzeń toną balowych sukien w rozmiarze 1 month.

6. Wózek- dziecko będzie noszone więc nie widzę sensu kupowania żadnego typu wózka.

7. Termometry, obcinaczki, grzebyczki, grzechotki, cały ten mdły pastelowy plastikowy szit w kształcie foczek i króliczków- patrz punkt 2.

8. Mata edukacyjna- wątpię w jakość edukacji zapewnianej przez wiszące słoniki w kolorze sraczkowatym i pisk gumowej rybki czy oświecony blask aluminiowego lusterka- czuję, że świat ma więcej do zaoferowania w tym zakresie.

9. Trzyletni zapas pampersów- zamierzamy używać pieluszek wielorazowych, przez większość dnia ucząc jednak siebie i dziecko naturalnej higieny.

10. Chusteczki nawilżane- nieważne, jak eko są- i tak nie mają z ekologią nic wspólnego. I na pewno nie ze zdrowiem ani higieną.

11. Meble, przewijak itd- nie widzę potrzeby.

12. Kosmetyki – JAKIEKOLWIEK- no f***** shit

Podoba wam się moja lista? :) Niedługo napiszę też co zamierzam kupić albo już kupiłam- nie wiem tylko czy pozycji uzbiera się w ogóle na jakiś sensowny blogowy wpis. Raczej nie.

PS. Oczywiście oczekując na Felinka a potem na Lilę wykupiliśmy pół hurtowni dziecięcej. Wiele z tych rzeczy okazała się niepotrzebna bądź przynosząca więcej szkody niż pożytku. Więc powyższa lista bazuje na naszym doświadczeniu obecnym podejściu. Żałuję tylko że przy pierwszym nikt mi takiej ,,listy” nie podsunął.

 

Dziel się

Ostatnio byłam świadkiem takiej sytuacji: bąbel około dwuletni wykazał zainteresowanie maminym telefonem i udało mu się nawet dorwać ów sprzęt na co mama zareagowała natychmiastowym (bez słowa wyjaśnienia) odebraniem swojej własności z rąk uzurpatora. Następnie maluch poszedł się bawić jakimiś zabawkami. Były też tam inne dzieci i chciały bawić się tym samym. Rzeczony bąbel zareagował impulsywnie i niechętnie wobec wspólnej zabawy. Mama bąbla okazała duże niezadowolenie z faktu że jej dziecko ,,nie chce się dzielić”. Mały wpadł w histerię.

Jak absurdalnie czasami niesprawiedliwy jest nasz sposób traktowania dzieci?

Ilu histerii w ciągu doby udałoby się uniknąć gdybyśmy okazywali naszym dzieciom to samo czego oczekujemy od innych?

Recykling w praktyce czyli Tym Się Będę Bawić

Felitek w drodze na polską playgrupę zatrzymał się przed jakimś domem. Stał tam całkiem pokaźny pojemnik do recyklingu plastiku.

- Tym się będę bawić, tym się będę bawić i tym się będę bawić- poinformował mnie dość beznamiętnie mój syn wskazując na trzy plastikowe truchła, jakieś dziwnych kształtów opakowania oraz pękniętą felgę.

Zrozumiałam. Skarby wylądowały w bagażniku wózka. Zrozumiałam też, jak bardzo mogę być dumna z siebie, z mojej rodziny, mojego synka, jeśli on traktuje ulicę i śmietniki jak skład z zabawkami. Przecież to jest właśnie to, co chcieliśmy mu wpoić. Ekologia, modne słowo. Ważne żeby odruchowo stosować zasady ochrony środowiska zanim pojmie się te wszystkie zależności i zarejestruje w milionie drogich eko-sklepów, które poza nazwą niewiele mają wspólnego ze współpracą z naturą.

I tak właśnie myślę, że gdy maluch sam decyduje, czym chce się bawić i są to tak na prawdę śmieci, z których on potem sam zmajstruje roboty, kostium czy inne statki kosmiczne, to trudno o bardziej widoczne efekty praktyczne edukacji ekologicznej. Mojemu dziecku nie gadam jeszcze raczej o tym wszystkim, nie wie, co to kwaśne deszcze i ile ton rocznie produkujemy jako społeczeństwo, przyczyniając się do dewastacji środowiska. Ale on widzi, że zanim coś kupimy, zastanowimy się nad sensem tego sto razy, spróbujemy znaleźć używane na ulicy, kupić w ,,tanim sklepie” (tak nazywamy charity shopy i powoli zapoznajemy go ze zjawiskiem działalności charytatywnej) abo zrobić samemu. I on bez większej refleksji robi dokładnie to samo. Mój śliczny.

Oczywiście kocha lego i ciągle chce nowe. Jednak doskonale rozumie, że wyjątkowe prezenty są na wyjątkowe okazje. I że aby się bawić, nie trzeba pędzić do centrum handlowego. Wystarczy przejść się ulicą albo przez las. Tak bardzo wdzięczna jestem moim dzieciom, że utwierdzają nas w naszych wyborach. Po prostu widać, że to działa.