Archiwa tagu: ząbkowanie

Ząbki

Felkowi wypadł 3 dni temu pierwszy mleczak. Akurat byłam na cyckowym szkoleniu i dostałam SMS-a, który wybił mnie z rytmu… Myślami wróciłam do domu i jego chaosu chociaż tak usilnie planowałam tego dnia tego nie robić!

No więc pierwszy mleczak, dolna jedynka, a miejscu której już rośnie nowa.

Tak czekamy na te zęby gdy nasze dzieci reprezentują sobą tylko bezbronne niemowlęctwo. Mleczny okres, miękkie nagie dziąsełka, które na pewnym etapie czerwienią się boleśnie i napawają niepokojem i ekscytacją rodziców od pokoleń.

ZĄB!!!- obwieszczamy radośnie i z ulgą gdy po 4 nocach nieprzerwanego płaczu, bywa, że gorączki czy nawet wymiotów, zaburzeń snu i apetytu wśród czerwonych poduszeczek pojawia się biała smużka.

,,Ząbkowanie”- to hasło mówi wszystko. Mama wygląda jak zombie, tata spóźnia się do pracy, ciocie kiwają głowami ze współczuciem. Wiadomo. Ale przynajmniej każdy gorszy nastrój u kogokolwiek można zrzucić na ząbkowanie i wszyscy wybaczą!

Już zdążyłam zapomnieć jak to jest mierzyć się z ząbkowaniem, a tu proszę- kolejny dylemat, refleksja, zaduma. Moje dziecko dorasta. Już nie jest okrągłym bobaskiem ale niemal sześcioletnim młodzieńcem. Według ludzkiej biologii właśnie teraz, przy okazji wymiany ząbków staje się gotowy do separacji z mamą, bardziej niezależnego społecznego życia. Nie chcę drążyć tematu dramatycznego przyspieszania nadejścia tego etapu w życiu dzieci w zachodniej cywilizacji, bo wybaczyłam sobie już zarówno przedwczesne odstawienie mojego synka od piersi, jak i kombinowanie ze żłobkami, przedszkolami itd. Nie potrzebowaliśmy tego… Ale może właśnie tak? Taka była nasza droga i jeszcze nie nadszedł jej kres. Z głową podniesioną kroczymy dalej jako pewna siebie rodzina, pełna miłości i coraz większej świadomości.

Każdy popełnia błędy. Sztuką jest coś z nich wynieść i zaświadczyć: wiem, dokąd prowadzą te koleiny. Bez zniechęcania innych do wyboru tej czy innej ścieżki, bez namawiania do podążania utartą bądź zupełnie zarośniętą drogą. Każdy ma swój czas.

Mój synek jest coraz starszy i ja uczę się z tym żyć. Piszę tego bloga już równo 5 lat. Każdy ma swój czas.

O spaniu

Szybki rys sytuacyjny: od zawsze śpimy z Felkiem w tej samej sypialni, od stycznia br. Lileńka nie posiada swojego łóżka, gdyż po tym, jak nauczyła się z niego wyłazić, nie było siły, by tam choćby na godzinę zasnęła. Śpi więc z nami (jak od urodzenia, chociaż na początku przynajmniej zasypiała ,,u siebie” ) i nie ma póki co planów zmiany tego na cokolwiek. Nie ma też planów wyekspediowania Felka do własnego pokoju, ale dziś nie o tym.

Lila w nocy (a pisałam, że jakaś ząbkująco- smarkająco- cierpiąca od 2 dni) miała zły sen. Jej reakcja nawet mnie zaniepokoiła i przez chwilę rozglądałam się za jakimiś demonami, co by je stosownie przepędzić znad jasnej główeczki. Otóż dziecko moje nagle wydało z siebie odgłos, coś jak stłumiony krzyk, coś jak zduszony płacz, pełen najwyższego przerażenia. Dodatkowo zesztywniało totalnie na kilka sekund i zastygło z otwartą buzią. Wyglądało to dość makabrycznie.

,,Mama tu jest”- wydukałam, bo sama czułam się nieswojo. Moje dziecko znowu miękkie, ufne. Przytuliło się strasznie mocno.

Sytuacje tego typu sprawiają, że, jak pisałam, nie ma planów zmiany naszej sypialnianej organizacji. Po prostu uważamy wszyscy kolektywnie i rodzinnie, że jak dziecko w nocy się przestraszy, powinno mieć możność natychmiastowego kontaktu z kimś, kto odgoni demony.

Love komunikacja werbalna

Wszystko było pięknie, mojego pierwszego niemowlaka rozumiałam w lot. Drugiego też, ale nie zawsze i nie od razu. Gloryfikuję matczyną empatię, kontakt z dzieckiem już w czasie ciąży. Napawam się świadomością, że dziecko rodzi się ze zdolnością odczuwania cudzych emocji. Podniecam się faktem, że poród naturalny sprzyja nawiązaniu więzi dziecka z matką od pierwszych sekund. Karmienie piersią, wychowanie bezpieluchowe, BLW, wczuwanie się, czuła reakcja na potrzeby, EMPATIA pisana z dużych liter. Milion rodzajów płaczu bobasa i natychmiastowe prawidłowe odpowiedzi matki. Jaram się tym niezmiennie od długiego już czasu. Chcę być doulą. Chcę pomagać kobietom odnaleźć w sobię tę MOC! Tę WIĘŹ! TO!!!

Ale prawda ma też swoje drugie oblicze. Jak dziecko zaczyna gadać, to jest po prostu łatwiej. Dziś w nocy moja Lilianna stękała i popłakiwała. Cycek był, macam, sucha: ,,Boli cię coś?”- ,,Taaak”- odpowiada żałośnie córa. Macam i wymacuję, że rączka gdzieś tam orbituje w okolicy kamy gębowej: ,,W buzi cię boli?”- ,,Taaaaaak!!!!”- krzyczy dziecię i w krzyku tym zawiera się cały ból świata. A, tak, czas na cholerne piątki, na które od dawna czekam, więc się doczekałam- ,,Ząbki ci rosną, dlatego tak boli”- mruczę- ,,Taaaaak?”- w głosie zabrzmiała nadzieja, bowiem nareszcie jest jakieś sensowne wytłumaczenie tych potwornych cierpień!- ,,Tak”- mruczę nadal, już prawie przez sen- ,,Przytul się do mamy, to będzie ci lepiej”. Odpowiedź Lili kończy rozmowę. Jest krótka, pełna zrozumienia, pełna niewypowiedzianych wniosków i szansy na spokój: ,,Acha”. Dziecko tuli się do mnie i zasypia bez płaczu.

Tak więc, moi drodzy, macierzyństwo dzieli się na dwa wymiary: empatia i komunikacja werbalna, możliwa od pewnego etapu. Który często bywa wyzwoleniem i ulgą. Często tylko satysfakcją. Ale na pewno ułatwia życie, nawet jeśli na fejsie ciągle wkleja się dowody na to, że wcale nie :)