Archiwa tagu: zdrowie

Hulajnoga

Dostałam przedwczoraj od mojego męża żarówiasto różową hulajnogę i już nie potrafię bez niej żyć.

Jeżdżę na niej wszędzie, na zakupy, na spacer i do pracy (bo już 10 dni temu wróciłam do funkcjonalności jako postnatal doula), Guciutka mam w chuście i jestem zachwycona. Tęskniłam w Londynie za rowerem, bo bałabym się nim po tym mieście jeździć a tym bardziej z dziećmi i brakowało mi wiatru we włosach. No to już nie brakuje :) Wszędzie jestem szybciej i czuję się fantastycznie! Nie jak objuczony osioł tylko fit mama ;)

Nie wiem właściwie po co to piszę, chciałam po prostu podzielić się tym, jak dobrze się czuję, gdy nie skupiam się na ograniczeniach, lecz na możliwościach. I że wszystkich z serca zachęcam do tego samego.

 

Ekscytacja

Od ponad tygodnia czuję napływ energii i dobrego samopoczucia. Miewam nawet przemyślenia, że to trochę niesprawiedliwe, że przez 8 miesięcy ledwo żyłam i teraz, na ostatku zaczynam wreszcie fizycznie przeżywać tę ciążę z należną jej radością- jak już nieraz pisałam, emocjonalnie jest to moja najlepsza z ciąż, niestety cielesność o dziwo zupełnie nie idzie z tym w parze. A przynajmniej nie szła. Bo w końcu mogę powiedzieć, że nic mnie nie boli, nie przytłacza mnie zmęczenie, smakuje mi jedzenie i mam ochotę na spotkania z ludźmi oraz na inne rzeczy o których może nie powinno się pisac publicznie :) Wcześniej- olaboga, zamknąć się, nie istnieć, zgasić światło i przeczekać!

Ta radość ma zapewne związek ze zbliżającym się porodem, bowiem od dzisiaj do ,,terminu” równo 3 tygodnie i każda moja tkanka zdaje się meldować swoją chęć i gotowość. Mleko leci już wyciśnięte bez najmniejszego wysiłku (przedwczoraj odciągałam nawet dla Lili bo męczył ją katar a wiadomo, że nie ma nic bardziej antywirusowego, antybakteryjnego i ogólnie leczącego  niż mleko mamy, nawet to przeznaczone dla cycowego następcy!) Co jakiś czas doświadczam dosyć mocnych skurczy przepowiadających i dzisiaj wyraźnie czułam ich wpływ na pozycjonowanie się główki dziecka- każdy z nich witałam z dosłowną euforią. Ciałko maleństwa jest bardzo nisko, dzięki czemu mogę swobodnie oddychać i praktycznie przestała męczyć mnie zgaga, która jeszcze niedawna doprowadzała mnie do rozpaczy (tym bardziej, że przeczytałam, że jedyne działające remedium- woda z sodą oczyszczoną- nie jest wskazana dla kobiet w ciąży). Tak więc- doczekałam tej chwili, że na pytanie ,,jak się czujesz” mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć, że świetnie!

Moje cudowne starsze dzieci jakby wyczuwały szykujące się zmiany i zachowują się spokojniej, dojrzalej. Ciągle gadają o dzidziusiu, Lila wlazła ze mną do basenu (sprawdzaliśmy jaki jest duży), Felek ,,karmi piersią” plastikowe bobasy. Wszystko to kreuje naprawdę przyjemną atmosferę. Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj! Ale chociaż jest przyjemna, wolałabym przejść do następnego etapu, mając oczywiście na zawsze w pamięci, że MOŻNA w 9-tym miesiącu ciąży normalnie się poruszać, rozmawiać, trzymać dziecko na kolanach i robić zakupy. A następny etap… Trochę potrwa :) Więc nie trzeba będzie przez jakiś czas mówić nic… 

Ciążowe bolączki

Wirus, rzyganie, osłabienie i spadek nastroju- moi nieodłączni towarzysze ostatnimi czasy. Nie wiem, kiedy się do nich wszystkich naraz występujących przyzwyczaję, ale nie jest łatwo. Gdy pomyślę, że do porodu jeszcze 4 miesiące, staram się być silna. Będzie, jak z Felciem- radość z końca ciąży tysiąc razy większa, niż z dziecka (przez pierwsze dni) !! Zdecydowanie, nie jest to mój czas. Ale staram się maksymalnie wykorzystywać go na przemyślenia nad kondycją własną i świata.

Kolejny atak grypy żołądkowej zwieńczony został sytuacją, w której przez 3 dni nie czułam ruchów dziecka. Ponieważ byłam skrajnie wyczerpana i odwodniona, w głowie kołatały mi się różnorakie myśli. Pierwszego dnia jeszcze się nie zmartwiłam przesadnie. Starałam się wsłuchiwać, wczuwać. Nic. Nie pomagały wygibasy i naciskanie newralgicznych miejsc brzucha. Nikt nie odpowiadał. Głucho i smutno.

Drugiego dnia zaczęłam już zwierzenia Mężowi, który nie wyglądał na przejętego i uznał moje wątpliwości za schizy. Gdy kolejnego wieczoru nic nie poczułam (maluszek z reguły najaktywniejszy był wieczorami), moje myśli nieuchronnie dryfowały w kierunku poronień, szpitali i pogrzebów. Wciąż bez paniki, ale z dozą racjonalizmu. Byłam chora, ledwo żyję, teoretycznie nie powinno mieć to wpływu na maleństwo, ale kto wie?

Rano nie wytrzymałam. Byłam w pracy (wizyta poporodowa) i napisałam do położnej. Jedna nie odpowiadała, napisałam do drugiej. Oddzwoniła. Umówiłyśmy się na popołudnie. Całe te godziny dzieciątko milczało fizycznie. W końcu przyjechała. Położyłam się na kanapie. Nade mną Mąż, Bratowa i trójka dzieciaków. Wszyscy w ekstatycznym oczekiwaniu.

Przyłożyła słuchawkę. Nic. Przyłożyła z drugiej strony. Nic. Na twarzach dorosłych posunięte do absurdu skupienie. Patrzę na twarz położnej, wypatrując zmiany, ale tam pełen profesjonalizm. Anielski uśmiech. Ja czuję wyrzut adrenaliny gdy sprawdza z trzeciej strony i nic nie słychać. Do oczu napływają mi łzy, które uważam w tej sytuacji za niedorzeczne. Schnie mi w ustach. Czwarta strona. Położna prosi, żebym zsunęła spodnie nieco niżej. Wykonuję polecenie machinalnie. Dzieci zastygają. Dorośli kamienieją. JEST. Bum bum bum bum.

Łzy mimowolnie tryskają mi z oczu jak fontanna, chcę jej podziękować, ale nie mogę wydobyć z siebie głosu. Coś tam plotę zachrypnięta. Położna prosi o kartę, w której zapisuje, że płód schowany jest bardzo głęboko i ma to wpływ na odczuwalność ruchów. Gdy tylko wychodzi, muszę zwymiotować. Tym razem z nerwów. Do końca dnia nie mogę dojść do siebie.

Ta sytuacja uświadomiła mi, jak bezsprzecznie blisko związani już jesteśmy z naszym nowym członkiem rodziny i jak realny wpływ mają na nas już teraz jego decyzje. Schował się- OK. Nie za wiele można z tym zrobić. Nie sądziłam, że on ma tam aż tyle miejsca, ale skoro ma, nie zostało mi nic innego, jak w pełni to uszanować.

Wieczorem wzięłam gorącą kąpiel, na którą maluszek natychmiastowo zareagował przesunięciem się do góry i kilkoma solidnymi kopniakami które mogłam dostrzec przez skórę!!! Znowu łzy, tym razem wzruszenia. Dzisiaj nie byłam w stanie pojechać na playgrupę, wyprawiłam rodzinkę a sama usiłuję uporać się z własnymi myślami.