Archiwa tagu: zdrowie dziecka

Ojczyzna

Jutro wracam do domu po dwutygodniowym pobycie w Polsce. Nie ukrywam, że nastraszona niezbyt dobrym PR-em, jaki Polacy robią sami sobie, po prawie dwuletniej przerwie w odwiedzinach ojczyzny, trochę obawiałam się wizyty z niemowlakiem. A bo wiadomo, nieszczepione, niechrzczone, bez czapki no i cyca trzeba czasami wywalić :) Jednak rzeczywistość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Poza tą nieszczęsną czapką (faktycznie wszędzie gdzie byłam, brak czapki na główce Guciutka, bez względu na pogodę, budził poruszenie i komentarze zarówno wśród znajomych jak i obcych:D ) nie spotkałam się z ani jednym krzywym spojrzeniem. A nad naszym chustonoszeniem roztkliwiano się wszędzie, od kasy na stacji kolejowej, po sklepik na wiosce. Panie podziwiały wygodę i zrelaksowaną minę Guciutka. Tak trzymać!

Jedna kobieta, z pokolenia moich rodziców, na wieść o tym, że śpię z dzieckiem i wcale się z tym nie kryję, nie mogła wyjść nad tym z podziwu i rozpaczliwie wyrażała żal, że ,,człowiek tak się naużerał z tym odkładaniem do łóżeczka po nocach”.

Wysadzanie trzymiesięczniaka budziło ogólną sensację. Próbowano to wytłumaczyć na różne sposoby, ale nie spotkałam się z żadnym krytycyzmem na ten temat.

Niemal każda jedna mama, słysząc historię narodzin Gucia, przyznawała, że marzy o podobnym doświadczeniu. Nikt mnie nie opluł, że ryzykowałam życiem swoim i dziecka, a trochę się tego spodziewałam po tym, jak zobaczyłam komentarze pod polskim artykułem o porodach bez medycznej asysty.

Na nasze karmienie w miejscach publicznych nikt nie zwracał najmniejszej uwagi. Raz tylko zostałam potraktowana z wielką troską, bo pewna pani dowiedziawszy się, że nie jadam mięsa, bardzo się zmartwiła, że umrę z głodu, gdyż jako matka karmiąca powinnam się dobrze odżywiać. Było to jednak szczerze życzliwe i bardzo wzruszające. Szczególnie, że ze zdziwieniem przyznała, że bardzo dobrze wyglądam mimo tej karkołomnej diety :)

Edukacja domowa zdawała się być zagadnieniem tak abstrakcyjnym że z nielicznymi wyjątkami nikt nie ośmielił się zadawać nawet pytań na ten temat, udając że jest to absolutnie normalne :D

Jedyne co mnie zszokowało, to ceny. Jedzenie wypada drożej niż w Londynie, gdzie ludzie średnio zarabiają kilkanaście razy więcej :(

Jak to więc jest? Nie wiem, ale to, co zobaczyłam generalnie napełniło mnie radością. A teraz czas wracać do domu i rzucać się w wir naszych londyńskich aktywności. Trochę będzie mi głupio, że wszyscy mają w dupie, czy Gucio ma czapkę czy nie :)

 

 

Dzień z trójką dzieci

Bardzo, bardzo lubię być mamą trójki dzieci. Jest to dla mnie ilość idealna. Każdy pełni swoją określoną funkcję, szczególnie w moim sercu. I trudno mi sobie wyobrazić że któregokolwiek kiedykolwiek nie było. No były zawsze wszystkie!

Guciutek skończył dzisiaj 6 tygodni więc oficjalnie wyszłam z połogu. Z okazji tego wyjścia spędziliśmy sobie calutki dzień poza domem. Było przepięknie, odkryliśmy nowy park, starszaki latały na bosaka po trawie i wydurniały się wybornie. Gucinek chillował się w chuście, co jakiś czas raczył się cycusiem albo robił siku w krzakach. Odkąd nie robi kupy na leżąco, skończyły się jakiekolwiek trawienne niedogodności, bo nadmiaru bąków i zawartości jelit pozbywa się reguarnie w wygodnej, przeznaczonej do tego pozycji i chociaż i tak mało płakał, teraz za dnia nie płacze w zasadzie wcale. Odszedł mu bowiem jedyny powód jaki miał do płaczu, a mianowicie trudności ze zrobieniem kupy, z jakimi borykał się od urodzenia. No nie ma dziecka, no :) Płakanie włącza mu się na około 20- 30 minut wieczorem, po powrocie do domu, kiedy czas spać na noc, bo chyba wie, że przez najbliższe 12 godzin nie będzie w chuście i mu się to nie podoba… W każdym razie raz uśpiony, śpi do rana, co kilka godzin budząc się na cycusia, czasami na siusiu i kupę- gdy zaspokoi te potrzeby, zasypia z powrotem bez najmniejszego dramatyzowania.

I jest cudowny, absolutnie przeperfekcyjny.

Felek i Lila natomiast nabrali racjonalności. Niesamowite, jak dojrzały, pomocny i rzeczowy potrafi być ośmiolatek. Lila miała mały kryzys niedawno, ale pogadałyśmy sobie i temat nie wrócił. Zresztą odkąd Guciutek zaczął się do niej świadomie uśmiechać, przeszedł jej miłosny pierdolec niebezpiecznie ocierający się o ryzyko zamordowania niemowlęcia z nadmiaru uczuć, a ona okrzepła i powoli uczy się okazywać przede wszystkim troskę i odpowiedzialność za samopoczucie braciszka. 

Kiedyś drażniło mnie idealizowanie macierzyństwa, cukrowe opisy sielanek, które jakoś zupełnie nie pasowały mi do tego, co ja przeżywałam z moją DWÓJKĄ. Czułam się bowiem jak na niegasnącym polu bitwy, zagrożona z każdej strony, umęczona i obolała na ciele i duchu. Dlaczego wtedy nikt mi nie powiedział, że dziecko po prostu się nosi non stop za dnia i problem nie powstaje więc nie trzeba go rozwiązywać? Że receptą na ,,kolki” jest pomoc dziecinie przy wpróżnianiu się raz na godzinę albo rzadziej? Za dnia nigdy Guciutka nie usypiam. Śpi kiedy chce, ja nawet nie wiem, kiedy bo nie zawsze widzę jego twarz gdy jest w chuście. On tam po prostu jest. Cicho.

Jakie to proste, aż się wyć chce. Zawsze zastanawiałam się, jak to możliwe, że mieć dziecko to aż taka orka na ugorze, jak ludzie radzili sobie dawniej, z całymi czeredami potomstwa? No to już wiem jak. Po prostu nie mieli tych wszystkich współczesnych ,,ułatwień”  które doprowadziły do tego, że przestaliśmy umieć zajmować się własnymi dziećmi. 

 

 

 

Niemowlaczek nad miską

Kilka dni temu na playgrupie homeschoolingowej poznałam nową koleżankę, mamę dwójki dzieci. Wychowując to młodsze nie używała pieluszek i rozmowa z nią na ten temat bardzo mnie zainspirowała. Od dawna o tym myślałam, jednak nie znając nikogo z doświadczeniem, nie wiedziałam od czego zacząć a facebookowe fora nie okazywały się pomocne. I w końcu w odpowiednim momencie, kiedy Guciutek skończył miesiąc, na mojej drodze pojawiła się Ljiljana ze swoją opowieścią! Hura!

Do niczego nie byłam namawiana, a jednak postanowiłam spróbować. Po prostu zaczęłam Guciutka trzymać nad miską po każdym spaniu i karmieniu. Za każdym razem robił siusiu albo kupę. Po 2 dniach za dnia przez wiele godzin jego pieluszka była sucha, bo ,,robił” tylko, gdy go wysadzałam. Początkowo nie zakładałam mu pieluszki, ale było to frustrujące, bo stresowałam się za każdym razem gdy zasypiał, że będzie mokry, a po co nam stres? Pieluszkę ma i siusia do niej ALBO NIE. W nocy nie budzi się do karmienia całkowicie, więc nie kombinuję, żeby go nie rozbudzać (chociaż dzisiaj, ze względu na katar, nie spał za dobrze- gdy zdjęłam mu pieluszkę, natychmiast nie czekając na miskę, załatwił się na łóżko…. Czyli czekał aż mu zdejmę majtasy żeby się wypróżnić- bomba!- tylko szczegóły trzeba dopracować :) )

Dzisiaj czwarty dzień miskowania i od rana po karmieniu wszystko ląduje w miseczce :) To prostsze niż się wydawało. Od urodzenia wiem, kiedy chce mu się siusiu, kiedy kupę (w końcu spędzam z nim w bliskim kontakcie fizycznym 24 godziny na dobę), jednak nie miałam odwagi żeby pójść o krok dalej. Jak zwykle okazało się, że minimum wsparcia, życzliwości i cudzej mądrości wystarczył żeby dodać odwagi komuś zielonemu jak ja :)

Pewnie są tacy, co zapytają, po co właściwie wysadzać niemowlę, przecież na każde dziecko przychodzi w końcu czas. Ano… Tak. Tylko gdy ten czas przychodzi, dziecina z reguły już przekonana jest w 1000%, że siusiu i kupę robi się pod siebie (niezbyt korzystne przekonanie) i musi się tego ODUCZAĆ. Mnóstwo napisano na ten temat, jest nawet świetna książeczka po polsku ,,Pożegnanie z pieluszkami” Kingi Cherek, którą przeczytałam dwa razy jeszcze gdy Lila była mała i dzięki niej przestałyśmy używać pieluch za dnia gdy miała 18 miesięcy. Dla mnie bardzo ważny jest aspekt wolności dziecka (widzę, jakie jest szczęśliwe bez pieluchy, chociaż zakładam mu je możliwie najdelikatniej!), ekologii (wiecie ile ton szkodliwych i nieprzetwarzalnych śmieci produkujemy w zachodnim społeczeństwie codziennie używając jednorazówek? głowa boli… ) i zdrowia (chemia z pieluch jednorazowych to ZUO! też nie chce mi się rozpisywać na ten temat, dociekliwi na pewno dociekną). Jednak przede wszystkim chcę żeby Gucio miał świadomość swojego ciała. Kontrolę nad nim. Żeby nikt nigdy nie chciał jej przejąć, nawet nadopiekuńcza mama ;) Bo my matki lepiej wszystko zawsze wiemy- kiedy nasze dziecko jest głodne, kiedy mu zimno, a kiedy chce siku. Ja nie chcę wiedzieć. Chcę żeby wiedział on :)

WIĘC usiłuję kupić malutki nocniczek, który będziemy mogli zabierać ze sobą na wycieczki. Gucia pupcia pozostaje póki co w pieluszce (szmacianej rzecz jasna) bo unikamy stresów. Ale jeśli uda się jej nie zmoczyć chociaż kwadrans dłużej niż wczoraj (a wczoraj sucha była przez prawie 5 godzin bez przerwy!!) to… to nic się nie stanie, będziemy dalej żyć szczęśliwie. A delikatne części ciała mojego synka kwadrans dłużej pozostaną suche i bezpieczne, nieprzegrzane i nienarażone na chłód. Na koniec dodam tylko, że bez smarowania syneczka niczym (z rana niewielką ilością oleju kokosowego w pachwinkach, przyznaję się), absolutnie niczym podczas przewijania, bez używania mokrych chusteczek jego skóra nie była dotychczas nawet zaczerwieniona. Upatruję przyczyny w przewiewności szmacianych pieluszek i tym bardziej je kocham :)